|
Gdy źle
mi totalnie i mam gigantyczną niechęć do myślenia, kupuję sobie jakieś babskie
pismo.
Bynajmniej
nie jakiegoś brukowca, tylko proszę ja was "najlepiej sprzedający się
luksusowy magazyn dla kobiet". Opis czarowny, przyznacie, bo co mnie
obchodzi, czy on się sprzedaje, czy nie, prawda? Na zdrowy babski rozum ta informacja powinna
być w zakresie zainteresowań właścicieli
koncernu wydawniczego, a nie wkurwionej lady Godajwy, Ateny, czy innej
Walkirii, których boskie kobiece pierwiastki ma w sobie ponoć każda z nas.
I tak z
lektury dowiaduję się, że:
1)
Najważniejsze w domu jest łóżko.
Freud
2)
Najważniejsze w domu jest okno.
Mr Proper
3)
Najważniejszy w domu jest stół. Najlepiej taki na trzysta osób, z dębowymi
nogami i z dymiąco-uczuciową historią pradziadka powstańca, który przywiózł był
ten zabytek na własnych plecach z powstania styczniowego.
Magda
Gessler.
4)
Najważniejsze w domu jest jego usytuowanie. Najlepiej na łagodnym
południowo-zachodnim zboczu, z widokiem na delikatnie wijący się potok wśród
drzew, omajony rumiankiem i chruśniakami. Broń Boże na hałaśliwym blokowisku z
widokiem na wrony.
Feng Shui
No to co
jest tak naprawdę najważniejsze?
Z
gryzącym problemem pojechałam do mądrej przyjaciółki i jej męża. Mądrość
przyjaciółki polega na tym, że ona siedzi, podczas gdy chłop gania do kuchni,
kroi ciasta, nalewa herbatkę, w międzyczasie konstruuje Wielki Zderzacz
Hadronów i zajmuje się dzieckiem. Zanim zdążyłam wyłuszczyć swój problem, mąż
został centralnie opieprzony, że podał talerzyki do kawy, a nie do ciasta, poza
tym miał podać te z serwisu waniliowego, a nie bordowego w złote chrząszczyki.
-
Talerzyki to talerzyki, daj spokój - zdziwiłam się lekko.
- Nie -
odparła przyjaciółka - talerzyki są najważniejsze!
No,
fajnie. Kolejna nauka, która nie pójdzie w las. Nawet omajony czy
schruśniaczony.
Okiej,
myślę sobie, może nie będę wiedzieć, co jest ważne w domu i zagrodzie, to
dowiem się przynajmniej, co jest ważne w emocjach, miłości, seksie i rozwoju
osobowości. Otwieram Najlepiej Sprzedający Się Magazyn i się dowiadywam, iż:
1)
Najważniejsza jestem JA (duże litery wskazane, jak w elementarzu, żeby trafić)
2)
Najważniejsze jest DZIECKO WE MNIE- no sorry, Winnetou, ale za Obcym nie
przepadam. Zresztą, umówmy się - albo Ja, albo Dziecko, tak?
3)
Najważniejszy jest SPOKÓJ. Uciszyć się i wzbić ponad taflę oceanu spokoju.
Kurwa. A lotos gdzie?
4)
Najważniejsza jest PRZYJAŹŃ z byłym kochankiem tudzież z jego matką - tzw.
syndrom Aniston, która skończyła wiadomo jak.
5)
Najważniejsza jest BLISKOŚĆ, a nie orgazm. Tjaaa, a potem spokój i lotos. I
tafla, prawda.
Brutalna
prawda zawsze boli - według instrukcji Magazynu oraz porad Przyjaciółki nie mam
szans na bycie Szczęśliwą Kobietą, albowiem nie mam ani stołu dla pułku, ani
pięknego widoku, ani umajenia, ani nawet psiakrew dwu takich samych i w miarę
nieszczerbatych talerzyków. Łóżko mam za krótkie i nie wstaję z niego ze
wschodu z poranną piękną mantrą na ustach, tylko wysuwam się niczym z namiotu
szorując niewymownym po zimnej ścianie, bo z drugiej strony łóżka śpi
Mężczyzna, który ani drgnie. Po wychynięciu koszulę mam w okolicy obojczyków i
włosy a'la uroczę dziewczę z Ringu, z tej straszniejszej wersji, rzecz jasna.
Za oknem wrony, byłego kochanka spuściłam na bambus zanim poznałam jego matkę,
więc i zaprzyjaźnić się trudno, a o spokoju to już szkoda gadać, gdy się ma
tvn24 i manię niedoinformowania.
I jak
było mi źle wcześniej, tak jest mi jeszcze gorzej potem.
Jakim
cudem ten Magazyn tak dobrze się sprzedaje?
|